Prawo jazdy leży w szufladzie od dwóch lat. Albo jeździsz, ale nadkładasz dwadzieścia kilometrów, żeby ominąć most. Albo prowadzisz normalnie i tylko na widok wjazdu na trasę robi Ci się gorąco.
To wszystko jest ta sama rzecz i ma nazwę: amaksofobia, czyli lęk przed prowadzeniem albo jazdą samochodem.
To rzadko dotyczy jazdy jako takiej
Pierwszy krok to ustalenie kształtu. Ludzie mówią „boję się jeździć", a po chwili rozmowy okazuje się, że chodzi o coś węższego:
- mosty i wiadukty, zwłaszcza wysokie
- tunele
- trasy szybkiego ruchu i autostrady, głównie wjazd i zmiana pasa
- lewoskręt przez pas przeciwny
- korki, gdzie nie da się wysiąść
- jazda z pasażerem, bo dochodzi wstyd
- jazda po zmroku albo w deszczu
- parkowanie tyłem przy ludziach
To ma znaczenie praktyczne, bo z listą konkretów da się pracować, a z „boję się jeździć" nie.
Skąd się to bierze
Trzy najczęstsze drogi.
Po zdarzeniu. Stłuczka, ostre hamowanie, przejechanie zwierzęcia. Nie musi być dramatyczne, żeby zostawiło ślad.
Bez żadnego zdarzenia. Częstsze, niż się wydaje. Lęk pojawia się przy okazji ogólnie trudnego okresu, a samochód jest po prostu miejscem, w którym nie da się uciec. Wtedy zwykle stoi za tym szerszy lęk uogólniony albo ataki paniki.
Z przerwy. Ktoś nie prowadził przez kilka lat i wraca. Lęk narasta wraz z każdym odłożonym miesiącem.
Dlaczego omijanie mostu pogarsza sprawę
To jest sedno i jednocześnie najbardziej niewygodna część.
Każde ominięcie daje natychmiastową ulgę. Mózg zapisuje to prosto: było groźnie, ucieczka pomogła, następnym razem uciekaj wcześniej. Dlatego lista rzeczy, których nie robisz, rośnie sama: najpierw most, potem trasa, potem godziny szczytu, w końcu samochód stoi.
Nie boisz się coraz bardziej dlatego, że jest coraz groźniej. Boisz się coraz bardziej dlatego, że coraz częściej uciekasz.
Zachowania, które wyglądają na rozwiązanie, a podtrzymują problem
- jazda wyłącznie z kimś na fotelu pasażera
- trzymanie kierownicy tak mocno, że bolą przedramiona
- jazda znacznie poniżej ograniczenia, „na wszelki wypadek"
- planowanie trasy godzinę wcześniej, żeby uniknąć wszystkich trudnych punktów
- alkohol albo leki uspokajające przed jazdą, co jest osobnym zagrożeniem i nigdy nie wchodzi w grę
Wszystkie one dają ulgę i wszystkie utrwalają przekonanie, że bez nich sobie nie poradzisz.
Jak się z tego wychodzi
Metoda jest znana i nudna: stopniowanie. Robi się listę sytuacji, ocenia każdą w skali od 0 do 10 i przechodzi po kolei od najniższej, zostając w każdej tak długo, aż napięcie samo opadnie.
Przykładowa drabina:
- Siedzenie w zaparkowanym aucie z wyłączonym silnikiem, 10 minut.
- Silnik włączony, auto stoi.
- Objazd pustego parkingu.
- Osiedlowa uliczka w niedzielny poranek.
- Zwykła droga, dwa kilometry, znana trasa.
- Ta sama trasa w ruchu.
- Krótki odcinek trasy szybkiego ruchu, jeden zjazd.
- Most, ten najłatwiejszy.
Trzy zasady, bez których to nie działa: nie przeskakuj szczebli, nie kończ w chwili największego napięcia (wyjście w szczycie lęku utrwala go zamiast wygaszać) i powtarzaj ten sam szczebel, aż zrobi się nudny.
Co robić w trakcie, gdy lęk narasta
- Wydłuż wydech. Wdech na cztery, wydech na sześć albo osiem. To jedyny bezpośredni przełącznik, jaki masz.
- Rozluźnij chwyt. Sprawdź ramiona i szczękę. Ciało napina się pierwsze.
- Nazwij to. „To lęk. Trwa kilka minut. Nie jest groźny."
- Nie zjeżdżaj natychmiast, jeśli jest bezpiecznie jechać dalej. Zjazd w szczycie lęku uczy mózg, że to była ucieczka w ostatniej chwili.
- Jeśli musisz się zatrzymać, zrób to bezpiecznie i wróć na trasę tego samego dnia, choćby na kilometr.
Bezpieczeństwo jest zawsze nadrzędne. Jeśli lęk odbiera Ci kontrolę nad pojazdem, zjedź i zatrzymaj się.
Kiedy iść po pomoc
Jeśli unikanie trwa dłużej niż kilka miesięcy, ogranicza pracę albo życie rodzinne, albo jeśli lęk pojawia się także poza samochodem. Ta trudność należy do dobrze poddających się pracy i zwykle nie wymaga długiej terapii.
Warto wiedzieć, że w zaburzeniach lękowych działa więcej niż jedna droga: w badaniu opublikowanym w JAMA Psychiatry ośmiotygodniowy program treningu uważności okazał się nie gorszy od leku przeciwlękowego, przy działaniach niepożądanych zgłaszanych przez 15,4% osób z grupy uważności i 78,6% z grupy leku.
Trudności lękowe nie są przy tym rzadkie: ponad jedna czwarta dorosłych Polaków doświadcza w ciągu życia zaburzeń psychicznych. Kolejka na psychoterapię w ramach NFZ przekracza średnio cztery miesiące, więc zapisanie się warto połączyć z pracą własną nad drabiną.
Osobno warto rozważyć jazdy doszkalające z instruktorem. To nie zastępuje pracy nad lękiem, ale usuwa ten jego kawałek, który wynika po prostu z braku wprawy.
FAQ
Jak nazywa się lęk przed jazdą samochodem?
Amaksofobia. Obejmuje zarówno lęk przed prowadzeniem, jak i przed byciem pasażerem, i zwykle dotyczy konkretnych sytuacji, na przykład mostów, tuneli, autostrad albo lewoskrętu, a nie jazdy w ogóle.
Dlaczego mój lęk przed jazdą się nasila?
Najczęściej przez unikanie. Każde ominięcie trudnej trasy daje natychmiastową ulgę i utrwala w mózgu przekonanie, że sytuacja była naprawdę groźna. Dlatego lista omijanych miejsc rośnie sama, aż samochód zostaje pod domem.
Jak wyjść z lęku przed prowadzeniem?
Przez stopniowanie: robisz listę sytuacji od najłatwiejszej do najtrudniejszej i przechodzisz je po kolei, zostając w każdej, aż napięcie samo opadnie. Nie przeskakuj szczebli, nie kończ w chwili największego lęku i powtarzaj ten sam szczebel, aż zrobi się nudny.
Czy można wziąć coś uspokajającego przed jazdą?
Nie. Leki uspokajające i alkohol upośledzają czas reakcji i prowadzenie pod ich wpływem jest zagrożeniem dla wszystkich na drodze, a także niezgodne z przepisami. Wszelkie leki przy prowadzeniu pojazdów trzeba omówić z lekarzem.
Czy jazdy doszkalające pomagają na lęk?
Pomagają w tej części, która wynika z braku wprawy, na przykład przy zmianie pasa albo parkowaniu. Nie zastępują pracy nad samym lękiem, bo ten podtrzymuje unikanie, a nie brak umiejętności. Najlepiej działają połączone.
