„Byłaś taka samodzielna." „Zawsze można było na Ciebie liczyć." „Ty jedna trzymałaś ten dom."
Te zdania padają zwykle jako pochwała, a opisują sytuację, w której dziecko musiało wziąć na siebie coś, co nie było jego.
Dwie odmiany
Parentyfikacja zadaniowa. Dziecko przejmuje obowiązki: gotowanie, sprzątanie, zakupy, opiekę nad rodzeństwem, pilnowanie rachunków, tłumaczenie rodzicowi dokumentów, opiekę nad chorym członkiem rodziny.
Parentyfikacja emocjonalna. Trudniejsza do zauważenia i zwykle bardziej obciążająca. Dziecko jest powiernikiem, pocieszycielem i mediatorem: wysłuchuje żalów rodzica na drugiego rodzica, pilnuje jego nastroju, uspokaja po awanturze, dba, żeby nikt się nie zdenerwował.
Pierwsza bywa widoczna dla otoczenia. Druga nie jest widoczna dla nikogo, łącznie z samym dzieckiem.
Kiedy to nie jest parentyfikacja
Pomaganie w domu nie jest krzywdą. Obowiązki na miarę wieku uczą odpowiedzialności.
Granica przebiega w trzech miejscach:
- Adekwatność do wieku. Ośmiolatek robiący herbatę to co innego niż ośmiolatek odpowiedzialny za kolację dla młodszego rodzeństwa.
- Odpowiedzialność, nie pomoc. Różnica między „pomagam mamie" a „jeśli tego nie zrobię, nikt tego nie zrobi".
- Odwzajemnienie. Czy ktoś troszczył się też o to dziecko, czy przepływ szedł tylko w jedną stronę.
Skąd się bierze
Rzadko ze złej woli. Zwykle z sytuacji, w której dorosły nie ma zasobów: choroba, uzależnienie, depresja, samotne rodzicielstwo, śmierć w rodzinie, przemoc, praca na trzy etaty.
Dziecko wchodzi w wolne miejsce, bo taki jest odruch. To nie jest wybór.
Wiadomo przy tym, że trudne doświadczenia z dzieciństwa wpływają na dorosłość w sposób stopniowalny: w badaniu obejmującym tysiące osób ponad dwie trzecie badanych miało co najmniej jedno takie doświadczenie, a ryzyko problemów zdrowotnych i psychicznych rosło z każdym kolejnym.
Co to zostawia w dorosłości
- Trudność z proszeniem o pomoc. Nie z dumy, tylko dlatego, że nikt nigdy nie odpowiedział.
- Poczucie odpowiedzialności za cudze samopoczucie. Cudzy zły humor odbierany jako Twoje zadanie do rozwiązania.
- Brak kontaktu z własnymi potrzebami. Pytanie „czego ja chcę" bywa naprawdę bez odpowiedzi.
- Wybieranie partnerów, którymi trzeba się opiekować. Relacja bez roli opiekuna wydaje się pusta i podejrzana.
- Poczucie winy przy odpoczynku. Odpoczywanie jako coś, na co trzeba zasłużyć.
- Wysoka sprawność i chroniczne zmęczenie. Świetnie radzisz sobie w kryzysie, a nie umiesz funkcjonować, gdy jest spokojnie.
- Trudność z odczuwaniem złości na rodzica. Bo przecież on nie dawał rady, więc żal wydaje się nie na miejscu.
Ostatni punkt jest kluczowy: żal i współczucie nie wykluczają się. Można rozumieć, dlaczego rodzic nie dał rady, i jednocześnie mieć prawo do tego, że było ciężko.
Od czego zacząć
1. Nazwij to. Bez nazwy nie ma czego rozwiązywać. Nie chodzi o oskarżanie rodzica, tylko o zauważenie układu, w którym byłaś.
2. Sprawdź, gdzie robisz to nadal. W pracy, w związku, wobec przyjaciół. Rola opiekuna zwykle przenosi się dalej, bo jest jedyną znaną.
3. Ćwicz proszenie o drobiazgi. Nie o wielkie rzeczy. „Przyniesiesz mi wodę?" To ćwiczenie na wytrzymanie dyskomfortu, nie na załatwienie sprawy.
4. Odróżnij współczucie od odpowiedzialności. Możesz komuś współczuć, nie biorąc jego problemu na siebie. To dwie różne rzeczy, choć w tym wzorcu zlały się w jedną.
5. Odpuść jedną rzecz i sprawdź, co się stanie. Nie odbierz telefonu w środku obiadu. Nie napraw czyjegoś nastroju. Zwykle nie dzieje się nic, a to jest dowód, którego potrzebujesz.
6. Popracuj nad tonem wobec siebie. Metaanaliza 27 badań z losowym przydziałem pokazała, że programy uczące życzliwości wobec samego siebie obniżają stres, objawy depresji i lęku oraz zmniejszają samokrytycyzm.
Relacja z rodzicem dzisiaj
Nie musisz konfrontować, żeby to przepracować. Konfrontacja bywa pomocna, ale nie jest warunkiem i nie zawsze przynosi to, po co się w nią idzie.
Możesz zmienić układ bez żadnej wielkiej rozmowy: ograniczyć rolę powiernika, przestać mediować między rodzicami, wyjść z pozycji tego, kto ogarnia.
Warto się przygotować na opór. W rodzinach, w których ktoś przez lata pełnił tę funkcję, jej porzucenie zwykle wywołuje reakcję.
Kiedy iść do specjalisty
- ciągłe zmęczenie i brak kontaktu z własnymi potrzebami
- powtarzający się wzorzec relacji, w których jesteś opiekunem
- poczucie winy przy każdej odmowie
- objawy z ciała przy kontakcie z rodzicem
- obniżony nastrój i brak przyjemności
Warto dodać jedną rzecz: mężczyźni zgłaszają się po pomoc rzadziej, a przekonania o tym, jak powinien zachowywać się mężczyzna, są z tym powiązane, co pokazał przegląd obejmujący 35 prób badawczych. Parentyfikacja dotyczy obu płci, choć w opisach pojawia się głównie w wersji kobiecej.
O pokrewnych tematach napisaliśmy w tekstach o stawianiu granic i o dorosłych dzieciach alkoholików.
FAQ
Czym jest parentyfikacja?
To odwrócenie ról, w którym dziecko przejmuje obowiązki albo emocjonalne obciążenia dorosłego: prowadzi dom, opiekuje się rodzeństwem, pociesza rodzica, mediuje w konfliktach albo pilnuje jego nastroju. Wyróżnia się odmianę zadaniową i emocjonalną, przy czym ta druga jest zwykle mniej widoczna i bardziej obciążająca.
Czym parentyfikacja różni się od zwykłej pomocy w domu?
Trzema rzeczami: adekwatnością obowiązków do wieku, tym, czy dziecko pomaga, czy odpowiada za to, że coś w ogóle zostanie zrobione, oraz tym, czy troska płynęła również w jego stronę. Obowiązki na miarę wieku uczą odpowiedzialności i nie są krzywdą.
Jakie skutki zostawia parentyfikacja w dorosłości?
Najczęściej trudność z proszeniem o pomoc, poczucie odpowiedzialności za cudze samopoczucie, brak kontaktu z własnymi potrzebami, wybieranie partnerów wymagających opieki, poczucie winy przy odpoczynku oraz sprawność w kryzysie połączoną z bezradnością w spokojnych okresach.
Czy mogę mieć żal do rodzica, który po prostu nie dawał rady?
Tak. Zrozumienie sytuacji rodzica i własny żal nie wykluczają się. Można wiedzieć, że nie miał zasobów, i jednocześnie mieć prawo do tego, że dla dziecka było to za dużo. Wykluczanie jednego przez drugie jest jedną z głównych przeszkód w pracy nad tym.
Czy muszę skonfrontować się z rodzicami, żeby to przepracować?
Nie. Konfrontacja bywa pomocna, ale nie jest warunkiem i nie zawsze daje to, po co się w nią idzie. Układ można zmienić bez wielkiej rozmowy: wychodząc z roli powiernika, przestając mediować i odpuszczając rolę osoby, która wszystko ogarnia.
